Polita

16 marca 2012
Polita, reż. Janusz Józefowicz, Teatr Studio Buffo
 
Inspiracją, a zarazem głównym tematem spektaklu Teatru Studio Buffo stało się życie Apolonii Chałupiec, czyli tytułowej Polity. Spektakl można zobaczyć już od kilku miesięcy. Liczne skrajne opinie na jego temat zachęciły mnie do sprawdzenia na własne oczy, o co tyle szumu. Byłam, zobaczyłam. Miałam jednak wątpliwości czy recenzja kwalifikuje się do publikacji na blogu. Bo Polita to spektakularny performance z pogranicza teatru i kina. 

Born in Poland, made in Germany, stolen by Hollywood. Tak w telegraficznym skrócie wygląda biografia Poli Negri – jednej z największych gwiazd kina niemego. Bez zagłębiania się w szczegóły, pobieżnie. Nie widać trudności, zawiłości, dylematów życiowych. A przecież tych w życiu Poli nie brakowało! W moim odczuciu Natasza Urbańska nie podołała roli Poli Negri. Nie można zarzucić jej braku wspaniałego głosu ani talentu tanecznego. Niestety z aktorstwem jest już gorzej. Dla mnie nie była prawdziwa. Zabrakło charyzmy.

Pierwszy akt przerażająco wolny i dramatyczny. Drugi znacznie bardziej musicalowy, przez co nabiera dynamiki. Nawet robi się ciekawie. Scena, która najbardziej zapada w pamięć to śpiewający Janusz i Natasza w wiosennej scenerii. Bajeczny duet. Dech w piersiach zapiera również fenomenalne pasodoble w wykonaniu Nataszy i Stefano Terrazzino (Rudolf Valentino). Zjawiskowo! To widowisko zrekompensowało mój dysonans, czy warto było wybrać się na Politę.

Nie twierdzę, że w Policie nie ma na czym zawiesić oka. Wykorzystanie techniki 3D zaskakuje. Efekty z przepychem i niekiedy przesadą. Efektowne, chwilami niespójne z całością spektaklu. Ale robią wrażenie. Wirtualne obrazy, rzeczywiste rekwizyty, statyści i aktorzy… iście widowiskowa mieszanka. Dzięki temu Polita zabiera nas do pełno wymiarowego studia filmowego Paramount, do Berlina lat ‘30, czy też na Wall Street pod budynek Nowojorskiej Giełdy. Widoczna jest też inspiracja kinem – transatlantyk z Titanica, samolot z Angielskiego pacjenta, scena tarasowa z Panów w cylindrach. Polita ocieka filmem. Ale to na plus.


Scenariusz i gra aktorska nie powalają. Za to na oklaski zasługuje scenografia, kostiumy i piękna muzyka p. Stokłosy. Podsumowując, efekty przytłaczają przesłanie Polity. Za głośno, za hucznie, za dramatycznie. Plus za odwagę i próbę wprowadzenia czegoś nowego do teatru. Politę należy potraktować, jako zarys życiorysu Poli Negrii w serii scenek okraszonych musicalem. Zdecydowanie najmocniejszą stroną Polity są elementy czysto musicalowe – śpiew, muzyka, taniec. Zdecydowanie dla miłośników musicali i bardzo lekkich pokazów teatralnych.
Agnieszka Zawadka
Latest posts by Agnieszka Zawadka (see all)