Kompleks Portnoya

18 stycznia 2014

Kompleks Portnoya, Philip Roth, reż. Aleksandra Popławska, Adam Sajnuk, Teatr WARSawy

T
eatr WARSawy coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na mapie teatrów warszawskich do których warto zajrzeć. Tym razem miło zaskoczył mnie Kompleksem Portnoya, sztuką z arcyciekawą reżyserią.

Teatr WARSawy pokusił się o wystawienie tego kultowego tekstu na swoich deskach, co uważam za bardzo dobry ruch, taki w jego stylu. Jeśli ktoś chce poczuć klimat WARSawy, to Kompleks Portnoya doskonale go odzwierciedla.
Czy ktoś nie słyszał o Aleksie Portnoyu? Spokojnie, wcześniej też o nim nie słyszałam, a podobno w latach siedemdziesiątych wywołał niemały skandal. Tymczasem bohater tekstu Rotha to całkiem ciekawy  przypadek. Kompleks Portnoya pokazuje historię niezwykle inteligentnego, ale i znerwicowanego chłopaka próbującego wyrwać się z pewnego schematu. Aleks pochodzi z mieszczańskiej rodziny żydowskiej i żyje tak, jak zostało mu to wpajane od najmłodszych lat. Jednak coś się w nim buntuje i popycha do ucieczki od tego, co niewygodne, niezrozumiałe, ograniczające. Jednocześnie sztuka pokazuje chłopaka, który nie potrafi dorosnąć. Kompleks Portnoya to gra w otwarte karty – za jednym zamachem rozprawia się z wieloma tematami tabu.
W roli Aleksa występuje sam Adam Sajnuk, który zabiera widza w podróż po świecie widzianym oczami Aleksa. Doskonale wciela się w synka mamusi, Raskolnikowa onanizmu czy Żyda antysemitę. Pokazuje zagubionego w życiu chłopaka, który nie stroni od marudzenia, narzekania, grymaszenia. Uważam, że Adam dobrze odnalazł się w tej roli. Bezbłędnie bawi odkryciami Aleksa, zaskakuje jego zwierzeniami i skutecznie skupia na sobie atencję widowni. Na uwagę zasługuje też Anna Smołowik. Chociaż z początku nie zapowiadało się, żeby odegrała większą rolę, z każdą sceną zaskakiwała coraz bardziej. W spektaklu pojawiała się w kilku rolach – jako Mary Małpka Jane, Rzepka, Pielgrzymka, Siostra, Szelma, Dziewczyna, czasem nawet dwóch równocześnie. Świetnie przeskakiwała z postaci w postać, potrafiła rozbawić akcentem, zahipnotyzować wyglądem i swobodą grania, wzruszyć marzeniem o miłości. Nawet jeśli bezpośrednio nie brała udziału w scenie, swoją obecnością dopełniała całości. Swoją drogą, to bardzo ciekawa aktorka, która zaprezentowała pełną paletę barw – od nieśmiałej dziewczyny po pełną kobiecości American girl. Świetna! Kompleksem Portnoya  wybroniła się też Monika Mariotti, której nie mogłam znieść w Mojej Ninie. W roli dominującej matki Aleksa wypadła idealnie. Nic dodać, nic ująć. Oglądając Kompleks Portnoya nie można się nudzić – 2 godziny mijają w mgnieniu oka. To przede wszystkim zasługa reżyserii, ale i ciekawej scenografii – całość dość rozbudowana, ale z zamysłem i pomysłem.
Kompleks Portnoya może zaskoczyć otwartością. Porusza drażliwe tematy – seks, dominacja religii i matki w kulturze żydowskiej, mit władzy ojca. Kompleks ma w sobie coś z psychoanalizy, która może nie wszystkim przypaść do gustu. Nie można jednak zaprzeczyć, że Teatr WARSawy wykonał kawał dobrej roboty, którą warto zobaczyć.

Agnieszka Zawadka

Ambasadorka teatru z zamiłowania, pedagog z wykształcenia, marketerka z zawodu, amatorka fotografii z doskoku. Zawsze blisko ludzi, ich potrzeb i emocji. Angażuje się we wszystko, co czuje, że warto robić.
Agnieszka Zawadka

Latest posts by Agnieszka Zawadka (see all)