Parady

23 lutego 2014

Parady, Jan Potocki, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski

Parady, czyli włoski akcent w Teatrze Polskim. Spektakl z prawdziwymi maskami i barwnymi kostiumami, utrzymany w lekkim żartobliwym klimacie. Niezobowiązująca propozycja na spędzenie miłego wieczoru.

Parady

Autorem sztuki jest Jan Nepomucen Potocki – XVIII-wieczny podróżnik, pisarz, historyk i poseł na Sejm Czteroletni.  Po ślubie z księżniczką Lubomirską Potocki stał się często bywał na zamku w Łańcucie. To właśnie tam napisał Parady dla tamtejszego teatru dworskiego. Zabrzmi to banalnie, ale Potocki chciał po prostu napisać sztukę dla przyjaciół, którą mogliby oglądać w niedzielne popołudnia. Potrzeba matką wynalazku, jak mawiają. Tak właśnie powstało sześć jednoaktówek, które po raz pierwszy zostały wystawione  w 1792 roku.

Wiele lat minęło, sporo wody w rzekach upłynęło, a Parady nie straciły na swojej aktualności. Widzowie nadal lubią się dobrze bawić, również w teatrze. W sztuce nie brakuje scen pełnych humoru rodem z włoskiej commedii dell’arte z charakterystycznymi dla niej pantomimą i żartem sytuacyjnym. Przyznaję, że z obawą zasiadłam na widowni, bo do tej pory tego typu sztuka kojarzyła mi się z kiczem. Tego kiczu właśnie się bałam. Na szczęście chyba nie jest ze mną tak źle, bo udało mi się zrozumieć zamysł reżysera i dobrze bawić – podobnie jak reszcie widowni, która co chwilę spontanicznie chichotała.

Parady składają się z sześciu scenGil zakochany, Kalendarz starych mężów, Podróż Kasandra do Indii, Kasander literatem, Kasander demokrata, Gil małżonkiem. Każda z jednoaktówek stanowi odrębną całość. Można powiedzieć, że to cykl krótkich historyjek, których fabuła rozgrywa się na tej samej scenie. Dwupoziomowa scena przenosi widza na bulwar, na statek i do wnętrza domu. W dekoracji zmieniają się zaledwie zasłony będące tłem akcji każdej jednoaktówki. Tyle wystarczy, by barwne kostiumy, zręczny tekst i doskonała gra aktorów dopowiedziały resztę.
Parady_scena

Sztuka przedstawia historię Gila – przewrotnego sługi, Zerzabelli – roztrzepanej panny, jej ojca – Kasandra,  a także Leandra, Doktora i Kryspina. Każdej ze scen towarzyszy dowcipny i przewrotny język, który przeplata ironię z groteską. Całość opowiedziana językiem gier słownych z elementami absurdu skutecznie bawią widza. Co prawda, wsłuchując się w językowe akrobacje aktorów można zauważyć, że są dla nich nie lada wyzwaniem. Mimo to publiczność docenia obsadę żywo reagując na barwne dialogi i monologi.

W zaprezentowanej obsadzie  moją uwagę przykuł szczególnie Kasander (Szymon Kuśmider). Doskonale odnalazł się w groteskowej roli pociesznego mieszczucha – brawo za ruch sceniczny i artykulację! Nie gorzej u jego boku wypadł sam Gil (Paweł Krucz). Krucz wcielił się w postać gapowatego sługi użyczając mu niezwykłej energii. Jego wygibasy na scenie skutecznie bawiły niezdarnością, której nie można odmówić doskonałego przemyślanego wykonania. Nieco mniej wyrazistą postacią okazała się jedyna żeńska rola – Zerzabella (Joanna Halinowska). Była słodka i zalotna, ale niezbyt charakterystyczna.  Choć przecudnie chichotała i pokazała typowo kobiecy spryt, zabrakło jej pewności siebie i kokieterii.

Teatr Polski po raz kolejny wkupił się w moje łaski muzyką na żywo, która nigdy nie umyka mojej uwadze. W trakcie spektaklu pojawia się muzyka Tomasza Bajerskiego – można usłyszeć instrumenty perkusyjne, klarnet i fagot (dla ciekawskich wyjaśnienie nazwy tego tajemniczo brzmiącego instrumentu tutaj). Taki drobny zabieg, a jak bardzo zmienia wrażenia ze spektaklu. Doceniam.

Parady zaliczam do spektakli kameralnych, które skutecznie bawią widza. Mimo prostej scenografii robią wrażenie barwnym kostiumami i zabawnymi dialogami, i zabierają widza w podróż z włoskim akcentem.

Agnieszka Zawadka
Latest posts by Agnieszka Zawadka (see all)
kochamteatr.info