Goła baba

1 marca 2014

Goła Baba, Joanna Szczepkowska, reż. Agnieszka Glińska, Teatr Studio

Ten spektakl w dużej mierze wyraża to, co myślę o kondycji teatru i oczekiwaniach widzów. W sposób humorystyczny przekazuje gorzką prawdę o pracy aktora, jego ambicjach i brutalnej rzeczywistości. Warto zobaczyć.

Goła baba

Na Gołą babę poszłam przez przypadek. Osoby, które nie czytały książki tytuł spektaklu zapewne odbierają jako tani chwyt marketingowy. Faktycznie jest to prowokacja i to całkiem udana. Monodram Szczepkowskiej składa się z dwóch części. Obie polegają na rozmowie z widzami aktorki wcielającej się w dwie różne kobiety.
Pierwsza z nich to kobieta z parasolkąniezwykle delikatna, liryczna, bardzo eteryczna. Głośno dzieli się z widzami swoimi obawami, że mogą nie zrozumieć jej poetyckiego przekazu. Uprzedza też, że nie zobaczą gołej baby, jeśli przyszli właśnie po to. Mimo to aktorka próbuje uwieść na swój sposób widzów – co raz wprowadza ich w konsternację zarządzając absolutną ciszę, czy też pozostaje w artystycznym bezruchu. Bez dwóch zdań pierwsza połowa spektaklu jest do szpiku kości wysublimowana.
W drugiej części sztuki poznajemy tytułową gołą babę  – kobietę rubaszną, przebojową i niezwykle ekspansywną. Goła baba wpada na scenę z mocnym uderzeniem – ubrana jak na jarmark błyskawicznie zyskuje sympatię publiczności zabawiając ich prostym (prostackim?) żartem. Daje widowni to, czego ona oczekuje. Widownia momentalnie się ożywia. Wystarczyło, żeby baba dała zabawę niewymagającą żadnego wysiłku intelektualnego, co raz rzuciła widowni gumę żujkę i obiecała striptiz. Finał jest taki, że kiedy dochodzi do scen rozbieranych, aktorka zrzuca z siebie kolejną warstwę kostiumu pod którym kryje się… kobieta z parasolką. Trzeba przyznać, że Szczepkowska znakomicie poradziła sobie w tej podwójnej roli odpowiednio dobierając do obu kobiet właściwy im sposób mówienia i poruszania się, o charakteryzacji nie zapominając.
Te dwie kobiety i ich sposoby na zdobycie przychylności widowni obnażają prawdę o świecie kultury. Szczepkowska pokazuje z jaką łatwością goła baba trafia w gust skomercjonalizowanej publiczności. Widzowie kupują to, co łatwo dostępne, płytkie, agresywne i pełne złego smaku. Aktorzy choć chcieliby grać sztukę mądrą, grają to, co przyciągnie im publiczność.
Goła baba potwierdza, że świat kultury niskiej ma się u nas dobrze. Za to coraz ciężej jest porwać widza sztuką mądrą i wysublimowaną. To poniekąd tłumaczy dlaczego powstają kolejne przedstawienia dla mas poruszające tematy trywialne i niegodne uwagi. Bo niestety, ale dziś teatrem rządzą prawa rynku, który bez widza i jego pieniędzy nie ma racji bytu. Jakie czasy, taki teatr. Niestety.

Agnieszka Zawadka

Ambasadorka teatru z zamiłowania, pedagog z wykształcenia, marketerka z zawodu, amatorka fotografii z doskoku. Zawsze blisko ludzi, ich potrzeb i emocji. Angażuje się we wszystko, co czuje, że warto robić.
Agnieszka Zawadka

Latest posts by Agnieszka Zawadka (see all)